12 stycznia 2015

mini bułeczki drożdżowe

Hey, hey...
Jak tam się macie po weekendzie? Jaaaa, chyba fajnie, jakoś tak bez gonitwy.
Co miałam w planach, wykonałam;) Ten tydzień będzie dosyć intensywny....będzie obfitował w treningi, już nie mogę się doczekać!!!! Weekend będzie się gościł, także też miło....no chyba, że coś wyjdzie w między czasie....gardło jakieś?;p
Wracając jednak do bułek, przepisu szukałam pod burgery domowe, więc żeby nie korzystać z kupnych, chciałam wszystko SAMAaaaaa.....no i mam, znalazłam. Przepis jakże prosty, szybki....ciasto robi się błyskawicznie, dzięki czemu nie zdążyłam się zgrzać na myśl, że coś nie wyjdzie:D
Bułeczki są małe, akurat na dwa kęsy, no może trzy, akurat do porannej kawy. Przepis sprawdzony, polecam, skoro mnie wyszły....także nie przyjmuję do wiadomości, że coś Wam nie wyszło;p
Są mega!! Mięciutkie, pachnące, idealne do masła, dżemu i na ciepło!!!
 Następnym razem zrobię ich mniej, by były większe. Pomysł mam stąd - KLIK.


Przygotowanie: około 60 minut
Koszt: wszystko miałam, kilka złotych

Składniki:
300 g mąki pszennej
200 ml ciepłego mleka
łyżka masła rozpuszczonego
8 g drożdży świeżych
szczypta soli morskiej
łyżka cukru
1 jajko
czarny i biały sezam do posypania
jajko i łyżka mleka do smarowania bułek


W większej misce rozcieram palcami drożdże z cukrem. Kiedy się rozpuszczą, dodaję do nich masło, mleko, jajko, sól oraz przesianą mąkę. Składniki początkowo mieszam łyżką, po czym wyrabiam ciasto dłońmi.
Wyrabianie ciasta trwa dosłownie chwilę. Odstawiam je w ciepłe miejsce na 20 minut (przykryte ściereczką).


Piekarnik rozgrzewam do 170 stopni z termoobiegiem (185 bez termoobiegu wg przepisu pierwotnego).
Ciasto masuję, po czym odrywam mniejsze kawałki i wyrabiam z nich mniejsze kulki.
Z podanych proporcji wyszło mi 12 bułek, mniejszych raczej.
Każdą z bułek posmarowałam rozkłóconym jajkiem połączonym z mlekiem. Posypałam wierzch sezamem.

Bułki ułożyłam na papierze do pieczenia, nie pilnowałam odległości, ale też nie układałam ich blisko siebie.
Piec 15-20 minut, ja moje wyłączyłam po 12 minutach. Złapały piękny złoty kolor.

Bułeczki wychodzą niewielkie, tak jak pisałam, ale i tak polecam!!!
Najlepsze jest to, że można je machnąć tuż przed śniadaniem, niedzielnym...o!
Kawa i dobre śniadanie najlepiej smakują wówczas w łóżku:)












08 stycznia 2015

migawka noworoczna

Hey, hey
Co tam, jak tam w Nowym Roku?
Postanowienia noworoczne są?? Plany, marzenia, byle nie słomiane??
U mnie tylko jedno postanowienie będzie miało miejsce...żadne tam, że nowe diety, fiku miku, 
bo nad tym już ciężko pracuję ( a przynajmniej staram się, o!), więc niczego nie muszę postanawiać....moje zacne postanowienie jest raczej personalne, nieważne jakie....grunt, 
że chciałabym móc wprowadzić je w życie. 
Tyle odnośnie niby zmian;p
Reszta po staremu chyba...blog się toczy swoim życiem,  żadne śpiki jeszcze do nas nie dotarły, także jest wszystko ok...;)
aaa, znów włosy zapuszczam, może kolor zmienię??
Zdjęcia w większości z insta...także, kto widział, ten widział....
Czy będę je jakoś specjalnie komentować?
Neeeeeeee, po co...a pooglądajcie SE!:)







Pojechałam do mojej mekki po coś konkretnego, ale oczywiście nie obeszło się bez "przypadkowych" fantów;p
całe 2 zł szczęścia;p






aaaa, to zdjęcie też muszę skomentować:D
Turbo Bogracz dla Jednego Takiego naszego dobrego funfla...gotowałam cała noc, no prawie całą, naprawdę;)
na parapetówę, bo z pustymi łapami się nie przychodzi:D

proszęęęę....teściowa własnoręcznie uszyła TYMI ręcami...młoda fikała w niej jak baletnica;p


świąteczna sałata z kaki, mozzarellą, baby szpinakiem...niebo w gębie <3
serio! jadłam i jadłam...nie sama, wiadomo....o dupkę trzeba jednak dbać:)

dip jakiś do tej sałaty, z czym on był?;p
jogurt grecki, sól, pieprz, czosnek.





żarówki Nowodvorski <3
dostałam w prezencie...DIY, oprawa ceramiczna, kabel retro...a co!!!!


napój życiodajny!!!
choć raz żeby tak ciepłą wypić;p


Miłego....:*

05 stycznia 2015

kotlety z kaszy pęczak z prażonym słonecznikiem i warzywami

Posta chyba robiłam dla Olgi - serdecznie pozdrawiam:))) Miały być kotlety z kaszy gryczanej, znowu....ale oczywiście Oleńka nie sprawdziła najważniejszego, czy ów kasza znajduje się w zacnej szafce. Nie zastałam jej....mln opakowań, ale gryczanej ani pół. No to jaką by tu? No to pęczak kujawski.
Jedna myśl mnie naszła podczas wyrabiania kotletów, mianowicie...."jak ja to złapię w jedną kulkę?
Przecież to się rozłazi!". I tu mój geniusz się objawił. Przecież mam blender:D
Tak też zrobiłam, trochę rozmasowałam masę i od razu lepiej mi się formowało kotlety, polecam;p
Wyszło smacznie, chrupiąco, słonecznik prażony zrobił swoje, myślę, że wielu z Was może posmakować.
Do tego robi się je błyskawicznie, czyli wszystko po mojemu, ponadto pozbyłam się kilku zalegających warzyw, także bomba, nic się nie marnuje!



Przygotowanie: około 35 minut
Koszt: około 15 zł (wszystko miałam, czyszczenie lodówki)


Składniki:
około 120 g kaszy pęczak kujawski Melvit
pół zielonej papryki
garść mniejszych pieczarek
2 szalotki
kilka ząbków czosnku
prażony słonecznik - powiedzmy, że niby garść
pół cukinii - mniejszej
sól morska, świeżo zmielony pieprz czarny
zioła prowansalskie
olej rzepakowy do smażenia
jajko
kilka łyżek płatków błyskawicznych pełnoziarnistych żytnich w celu zagęszczenia masy

DIP:
jogurt grecki
garść rzodkiewek
pół łyżeczki kurkumy
szczypta sezamu czarnego
sól, pieprz
ząbek czosnku



Kaszę gotuję w osolonym litrze wody, jakieś 15 minut. Odcedzam, pozostawiam do przestygnięcia.
Wszystkie pozostałe składniki  siekam na drobno.
DIP: rzodkiewkę kroję na mniejsze kawałki, dodaję do niej czosnek, zioła, sól, pieprz i kurkumę.
Łączę z  jogurtem greckim, okraszam sezamem czarnym.

Rozgrzewam patelnię, kiedy będzie wystarczająco ciepła wrzucam na nią słonecznik, prażę do chwili aż złapie złoty kolor.
Gotowy słonecznik odstawiam. Na tą samą patelnię wlewam odrobinę oleju rzepakowego, po czym smażę cebulę, ale tylko do momentu aż się zeszkli, dodaję czosnek, uważajcie by go nie spalić. Następnie kolejno, paprykę, cukinię i pieczarki.Wszystko powinno zmięknąć, zmniejszyć objętość;)
Odkładam do przestygnięcia, po czym łączę ze słonecznikiem oraz kaszą. Do nich dodaję jajko, płatki, przyprawy, doprawiam do smaku. Powstałą masę najlepiej lekko zmiksować, łatwiej będzie się kleić. Mieszam, wyrabiam dłonią....po czym formuję kotlety.

Smażę na złoty kolor z obu stron.
Podaję z dipem i pomidorami okraszonymi solą i pieprzem.















03 stycznia 2015

szybka sałatka według Jamiego

No znów, znów na zielono, no co zrobić...
Potrzebowałam dodatku do ryby, na szybko z resztą, więc sięgnęłam w czeluście pamięci i wyjęłam "przepis" na sałatkę ową. Pomysł Jamiego.
Sałatka zupełnie nie wygląda, wiem, ale cóż zrobić....choćbym nie wiem jak chciała, nie dało się tego inaczej pokazać, przynajmniej nie dzisiaj;p



Przygotowanie: 5 minut
Koszt: około 10 zł

Składniki:
garść roszponki 
garść rukoli
sok z połowy cytryny
sól morska
pieprz czarny świeżo zmielony
prażony sezam - ode mnie, szczypta
odrobina startego parmezanu


Sałaty myję, osuszam.
Liście układam w naczyniu, skrapiam je sokiem z cytryny, doprawiam do smaku, na koniec posypuję serem i sezamem, mieszam delikatnie, od razu podaję.






27 grudnia 2014

rozgrzewająca zupa z marchewki, pora i selera naciowego na bazie sosu sojowego

Noo, wielkie uff!
Lubię Święta, świąteczne jedzenie, zapachy, smaki, próbowanie, ciągłe próbowanie i jeszcze raz próbowanie,podjadanie, bo leży, bo PACZY na mnie i czeka aż TO zjem...bo wszystko smakuje inaczej, lepiej...bo się nie myśli o kaloriach, o ćwiczeniach...niby.
Niby? Ja myślałam w tym roku, przyznaję. Też bez jakiejś przesady, ale jednak, bo to już nie te czasy, kiedy pół blachy ciasta należało do mnie bez żadnych konsekwencji:D NA SZCZĘŚCIE...i ten czas mija i można na powrót rozkoszować się mniejszymi porcjami, tak zwaną trawą - w nomenklaturze mojego taty lub zupami typu krem. I o niej dziś będzie słów kilka. W zasadzie, zupa jak zupa, wiadomo. Polecam ją jednak na TE zimne dni, które już chyba zawitały u nas na dobreee. I dobrze, wolę tak niż deszcze, ciapy i temperatury sięgające 11 st. w plusie, a potem 4 tygodnie chorowania.
Dobraaa, ale co z tą zupą? No nic. Podam Wam mniej więcej oczywiście czego ile dałam, bo wiadomo,
u mnie nie ma nic pod kokardę, co do kropki, także tego...jakby ktoś reflektował, to myślę, że mu posmakuje;)


Przygotowanie: około 45 minut
Koszt: około 10 zł (wszystko miałam)

Składniki:
kilka średnich marchewek - dałam 5
2 białe części pora - większe
seler naciowy - kilka łodyg
3 średnie ziemniaki
3 ząbki czosnku
1,5 litra wody
około 100 ml sosu sojowego Yamasa
około 200 ml śmietany 12%
2 łyżeczki curry
2 łyżeczki płaskie cynamonu
szczypta papryki ostrej
zioła dalmatyńskie wedle uznania
sól morska, pieprz czarny świeżo zmielony
łyżka masła i 2-3 łyżki oleju rzepakowego
czarny sezam do posypania



Marchewkę obieram ze skóry. Kroję na plasterki, nie za grube.
Pora i seler naciowy również kroję na drobno.
Ziemniaki obieram i kroję na kostkę.
Czosnek siekam.

W większym garnku rozgrzewam masło i olej. Chwilę podsmażam czosnek, wrzucam warzywa, obsmażam kilka minut, lekko solę.
Kiedy warzywa nieco zmiękną, podlewam je wodą (byłoby lepiej bulionem warzywnym).
Gotuję do miękkości.
W połowie gotowania dodaję przyprawy.
W między czasie hartuję śmietanę, po czym zmniejszam ogień i wlewam ją bardzo powoli ciągle mieszając. Dodaję również sos sojowy, wszystko mieszam, ewentualnie doprawiam do smaku.
Trzymam jeszcze chwilę na ogniu. Gotową zupę blenduję. Wlewam porcje do misek, posypuję sezamem.


***
Oczywiście ilość przypraw czy też ich różnorodność zależy już od Was. Co kto lubi.












22 grudnia 2014

śledź w marynacie na bazie musztardy z miodem, pomarańczą, cynamonem i anyżem

Co tak późno z tym śledziem? Na chwilę przed świętami??? A tak, a dlaczego nie??
Poleżą sobie ze 3-4 dni i akurat na przerwę się załapią albo na sylwestra???
Mnie tam się nie śpieszy w tym roku specjalnie, bo nie organizuję świątecznej posiadówki w żaden z dni, więc u mnie czas działa nieco inaczej.
Pisałam Wam, że cieszę się na te święta, szkoda tylko, że nie będzie śniegu, mrozu....a kałuże...
Żeby mieć w życiu tylko takie problemy, nie?:)
A Wy jak? Wszystko ogarnięte? Jaaaa, jutro skupiam się tylko na leniuchowaniu przez małe "l", bo pewna dama na pewno zoorganizuje mi dzień inaczej.....może machnę sobie maseczkę jakąś, pazury na bank, dwie godzinki treningu i już:) Wszystko mam przygotowane - mam na myśli prezenty, te kupne, te ręcznie robione, czyli mogę odsapnąć i skupić się na....na czymś smacznym?:p
A ad topic smaczności, zachęcam do spróbowania śledzi w nieco innej może, słodszej?
Musztarda dijon z miodem, trochę aromatu cynamonu, anyżu...cebuli i odrobina pomarańczy. Pysznie? Zdecydowanie tak!
Nie podaję przepisu, a raczej propozycję podania, ilość składników raczej elastyczna, spisałam jednak dla porządku;)



Przygotowanie: około 15 minut
Koszt: 8 zł ( śledzie)


Składniki:
4 mniejsze filety a'la matias
2 cebule - 1 czerwona + 1 szalotka
1 laska cynamonu
1 gwiazdka anyżu
łyżeczka kozieradki w ziarnach
kilka ziaren pieprzu czarnego i zielonego
5 małych goździków
1,5 plasterka soczystej pomarańczy
3 czubate łyżki musztardy z miodem Maille Honey Dijon
5 łyżek oleju rzepakowego do marynaty
łyżeczka cukru brązowego
2 łyżki octu winnego czerwonego
* mleko do zalania śledzi - do ich wysokości
łyżka masła i ok dwie łyżki oleju do smażenia cebuli


Śledzie układam w misce, zalewam mlekiem na jakieś 40 minut.

Cebule siekam na piórka.

Patelnię rozgrzewam, jak złapie odpowiednią temperaturę wrzucam na nią przyprawy, czyli cynamon, anyż, ziarna kozieradki, pieprzu, goździki, prażę je do chwili aż puszczą aromat.
Po tym jak czasie umieszczam przyprawy w misce, patelnię zaś podlewam olejem i łyżką masła.
Kiedy się roztopią wrzucam obie cebule, smażę do chwili aż się zarumienią, zmiękną, ale w między czasie podlewam cebule octem winnym, dodaję cukier. Nadmiar płynu redukuję.
Kiedy cebula zmieni kolor na dosyć ciemny, zmięknie, odkładam ją do miski, gdzie są już przyprawy - wyjęłam tylko anyż i cynamon. Mieszam wszystko. Do nich dodaję musztardę i olej, mieszam.

Pamiętaj o tym, by nie przypalić cebuli, ma złapać kolor, nabrać słodkości.
Nie użyłam soli do marynaty, śledzie oddadzą ją podczas leżakowania.

Śledzie odcedzam z mleka, osuszam ręcznikiem papierowym, kroję każdy z płatów na skośne, nie za grube paski.

Spód słoika wykładam kilkoma plasterkami, przykrywam je odrobiną marynaty, znów układam kilka plasterków śledzia i marynatę i na zmianę....Gdzie nie gdzie wkładam po pół plasterka pomarańczy, laskę cynamonu i gwiazdkę anyżu. Zamykam słoik, pozostawiam na minimum kilka dni.












Kochani, 
Życzę Wam spokojnych, radosnych Świąt!
Dużo dobrego jedzenia, jeszcze lepszych trunków, prezentów bez liku, uśmiechu, 
wolnej głowy od trosk dnia codziennego,
nóg wyciągniętych w górę, 
laby, nieustającej laby, 
spacerów, co by miejsce zrobić na kolejne przysmaki, 
chwil bez telefonów, fejsbooka i innych, 
bez fochów i dąsów, 
po prostu........świętego spokoju!:)
No i dużo miłości, wszystkiego dobrego i takie taaam!!!

Buźka <3