06 lipca 2015

pysznie, czyli orecchiette z pieczoną papryką, pomidorami i cukinią

"Daj to na bloga" - powiedział On. No to dałam.
A pomysł zobaczyłam u Nigela Slater'a, oczywiście na Kuchni +. Zachwyciłam się prostotą, tak oczywistym połączeniem, no i aromatem, który wręcz poczułam z telewizora. Jak dla mnie ideał. Wszystko co lubię, smaki, aromaty...do tego dobry makaron, minimum przypraw, dodatków.
Kolejny raz przekonuję się o tym, że mniej znaczy więcej, zwłaszcza w kuchni.
Mam nadzieję, że ktoś z Was się skusi, spróbuje...i napisze co myśli ;)
To chyba tyleeeee, późno już ;)

Aaaaa, rzecz jasna nie podaję ścisłego przepisu, dałam co miałam ! ;p

Przygotowanie: około 35 minut
Koszt: 13 zł

Składniki:
porcja makaronu na dwie osoby
2 większe czerwone papryki
garść pomidorków koktajlowych
pół średniej cukinii
4-5 ząbków czosnku
1 pomidor malinowy
oliwa z oliwek
sól morska
pieprz kolorowy świeżo zmielony
suszony tymianek

Makaron gotuję zgodnie z zaleceniem na opakowaniu.

Papryki myję, kroję na cztery części, wyjmuję gniazda nasienne. Czosnek obieram, kroję na pół.
Pomidora malinowego dzielę na mniejsze kawałki.
Pomidorki zostawiam w całości. Cukinię po umyciu kroję na plasterki - tej samej grubości.

Wszystkie warzywa umieszczam w naczyniu żaroodpornym, skrapiam oliwą, okraszam tymiankiem, solą i pieprzem, delikatnie mieszam. Najlepiej by pomidorki ułożyły się na kawałkach papryki.

Naczynie wkładam do rozgrzanego piekarnika na około 30 minut na 200 st.

Po wyjęciu warzyw z piekarnika, wyjmuję je z pomocą szczypców, zaś ugotowany makaron ( na al dente) łączę z powstałym sosem, mieszam dokładnie. Chodzi o to, by powstały SOS idealnie połączył się z kapelusikami.  Są do tego stworzone :)

Makaron z sosem układam na talerzu, na nim kładę kawałki warzyw od razu podaję.

***
Szkoda, że nie miałam akurat fety, chyba bym sobie troszkę posypała całość. A! Możecie też dodać do warzyw trochę szybki szwarcwaldzkiej, gdzieś tam na wierzchu posypać kawałeczkami, też dobreee!











Nooo i coś do kryklania, na przepisy, na myki kulinarne, dla Młodej na kiedyś, a niech ma coś po Mamusi ;p

02 lipca 2015

pennoni giganti w pysznym sosie z mascarpone z orzechami

Hey!
No i znowu piękny dzień mamy, pięknie....choć jak dla mnie jest trochę ZA gorąco....ale dobra, nie gderam ;p
Trening zaliczony, głowa lżejsza, a to bardzo ważne...przecież, żeby nie tylko o ciało dbać.
Lubię TEN czas, bardzo. Bo nie ma czasu na kocie smutki, jest fajnie, przyjemnie, zabawnie....o to chodzi ;)
No, ale nie o tym przecież. O nudlach ma być, ale szybko...Zakupiłam dobry makaron, leżał, czekał...bo ja tak mam, zwłaszcza jeśli chodzi o jedzenie, ile ciekawych frykasów kryją moje szafki, to tylko ja wiem, no i ON....ilu rzeczy Wam nie pokazuję, bo nie ma czasu, bo w sumie nie zawsze trzeba....no, a TO co daję, to czy jest akuratne, to nie wiem, w końcu każdy ma inny gust ;p Dzisiaj TEN makaron chcę Wam dać na spróbowanie. TAAAK, nie jest fit, ale nie trzeba od razu zjeść całej porcji, można rozsmakować się w odrobinie, tak jak ja...Natomiast ON rozkokocił się w talerzu do nieprzytomności ;p
Dobra, przepis, a raczej inspirację zaczerpnęłam z magazynu "sól i pieprz". Pozmieniałam trochę ingrediencje, ponieważ nie chciałam specjalnie biec do sklepu PO, wolałam pokombinować. I tak ricottę zmieniłam na mascarpone, szczypior na natkę, dodałam też trochę płatków migdałów, miętę, sok z cytryny, wyszło baaardzo smacznie, aromatycznie, no bomba, kaloryczna też ;p

Zachęcam do spróbowania ;)
Enjoy!


Przygotowanie: około 30 minut
Koszt: 22 zł

Składniki:
makaron pennoni giganti - porcja na dwie osoby
(po kilka rurek na osobę)
250 g mascarpone
125 ml śmietany kwaśnej
sól morska świeżo zmielony pieprz
pęczek natki pietruszki
garść świeżej mięty - ode mnie
2-3 łyżki soku z cytryny - ode mnie
70 g orzechów włoskich (zamiast nerkowca)
kilka łyżek płatków z migdałów - ode mnie


Makaron gotuję na al dente w dużej ilości osolonej wody.
Po odcedzeniu dodaję do niego łyżkę dobrej oliwy z oliwek, mieszam, odstawiam.

Orzechy i płatki migdałów prażę na suchej patelni.

Śmietanę gotuję jakieś 2 minuty na wolnym ogniu, na płycie indukcyjnej na 3.
Dodaję mascarpone, mieszam, kiedy oba składniki połączą się dodaję około 3/4 orzechów wraz z migdałami oraz część posiekanej natki i mięty, mieszam, doprawiam solą morską i pieprzem.
Otrzymany sos dodaję do makaronu, mieszam.
Makaron z sosem układam na talerzu, posypuję reszta mięty, natki i odrobiną orzechów.
Od razu podawać.












30 czerwca 2015

koktajl truskawkowy na bazie mleka z ziaren słonecznika z odrobiną chia

Cześć!
No to chyba mamy lato, wreszcie...podobno upały ku nam się wybierają, faaajnie, ale chyba nie jaram się nimi tak jak kiedyś, no ale spoko, lepiej tak, niż deszcze ;p Częściej będzie się grillowało i nie tylko ;p
A co!
Dobra, ad topic tych innych rzeczy, przychodzę z koktajlem. Niby takie bele co, bo z truskawek, ale bazą było mleko z ziaren słonecznika. Zrobiłam je sama, co nie jest trudne, wystarczy namoczyć przez noc owe ziarna i następnego dnia je odpowiednio ogarnąć. Skąd pomysł ? Jak to u mnie bywa, przypadkiem, oglądałam kiedyś z jeden z programów na Kuchni +, był to "ugotuj mi mamo"...
O mleku tym mignęło mi też u Ani Lewandowskiej, z resztą, nie tylko o tym, będzie ich więcej, bom ciekawa. Jak smakuje takie mleko? Nie powala na kolana, jest lżejsze od krowiego, jakbym piła te 0,5 %, nie jest niedobre, raczej inne, czuć wyraźnie słonecznik. Mnie smakowało, nie dlatego, że robię i muszę tak napisać, ale po prostu, fajna, ciekawa alternatywa i już !
W planach mam jeszcze kilka innych, także wypatrujcie ;)

P.s. Przepisów tak zwanych widziałam kilka, ja mam taki (od Ani L. )

Przygotowanie: około 5 minut plus namaczanie przez noc
Koszt: 4 zł ( opakowanie słonecznika)

Składniki:
szklanka ziaren łuskanych słonecznika
4 szklanki wody

+ pół kg truskawek
+ 2 łyżeczki ziaren chia
+ 2 łyżeczki cukru pudru - pełne - wedle uznania, ja nie lubię za słodko

Ziarna słonecznika kilka razy opłukałam pod zimną wodą, zalałam wodą i pozostawiłam na noc.
Rankiem - całość umieściłam w wysokiej misce, zmiksowałam na tyle dokładnie, na ile jest to możliwe, chodzi o to by ziarna były jak najbardziej zmielone. Aby oddzielić mleko od ziaren można użyć gazy i je odcedzić, ja użyłam durszlaka o bardzo małych, ciasnych oczkach, dodatkowo jeszcze łyżką wyciskałam.

Z tego co zostało z ziaren można robić pasty do chleba, ja moją pulpę wyrzuciłam.
Może następnym razem coś z nią wymyślę.

Otrzymane mleko połączyłam z truskawkami, cukrem pudrem i chia, zmiksowałam, schłodziłam.

E voila!














25 czerwca 2015

lody z mleka kokosowego z borówkami, miętą...i sokiem z limonki

Hey kokosomaniaczki ;p
No takie lody poczyniłam, bez maszynki znowu....więc przypominają trochę znane nam sorbety...
A co zrobiłam?
Ano chciałam złamać nieco posmak mleka czymś kwaśnym, czymś co nie zdominowałoby mojego ukochanego kokosu, ale też było wyraźne...No i co by tu? Anooo....borówki, mięta i limonka, bo miałam akurat, to dlaczego nie spróbować? Nie wiem czy DOBRE, sami musicie ocenić, może dać czegoś więcej, coś innego, wówczas pogadamy :)
Jak dla mnie bomba, bo nie wyszły za słodkie (akysz), posmak mleka nie zamula, no i zawsze to coś innego niż sklepowe, choć na pewno nie TAK "pyszne i wyraźne". Od razu mówię, że nie jest to żaden wielki przepis, ot połączyłam kilka składników i wyszło coś, co nazywam lodami :p

Przygotowanie: około 15 minut + mrożenie
Koszt: około 12 zł

Składniki:
200 g śmietany 30 %
400 g mleka kokosowego (puszka)
2 łyżeczki cukru pudru - pełne
sok z połowy limonki
garść mięty 
szczypta cynamonu


Śmietanę (zimną) miksuję do momentu aż zmieni konsystencję (dodaję do niej cukier puder, łyżka po łyżce).
Mleko przekładam do miski, rozcieram za pomocą rózgi. Śmietanę i mleko łączę, powoli, delikatnie.
Dodaję do nich posiekaną świeżą miętę, sok z limonki, szczyptę cynamonu i borówki.
Część borówek daję w całości, część rozcieram.
Wszystko dokładnie mieszam i wlewam do foremek. Wkładam do zamrażarki na jakieś 3-4 godziny.










22 czerwca 2015

owoce pod kruszonką z odrobiną chilli, o!

Nic nadzwyczajnego powiecie, no i macie rację. Jednakże tak podane owoce nie dość, że są proste jak budowa cepa, to jeszcze masakrycznie smaczne, możecie je podać na przykład niespodziewanym gościom.
Już je kiedyś Wam pokazywałam, to chyba było za czasów bębenka jeszcze pełnego.....TA wersja jest bogatsza o rabarbar i brzoskwinię....aaaaa, no i odrobinę chilli! Czad!!!
Za to kocham krzątanie się w kuchni, zawsze coś innego wyjdzie.
Aaaa, na blogach owa propozycja funkcjonuje jako "crumble"....nawet śmiałam się ostatnio do koleżanki Marty - również blogerki, że człowiek to robi co jakiś tam czas, a nazwy jakoś nie skojarzył :D
Martę pozdrawiam i jej crumble oczywiście też <3
Proporcje podam Wam na moje tzw oko, to co miałam akurat dałam ;)

Przygotowanie: 30 min pieczenia + około 25 obróbka owoców na patelni
Koszt: kilka złotych koszt owoców

Składniki:
4 większe jabłka
6 małych gałązek rabarbaru
1 mała brzoskwinia
opakowanie małe cukru waniliowego
łyżka masła klarowanego
odrobina papryczki chilli z nasionami
cynamon wedle uznania

Przepis na kruszonkę z poprzedniego wpisu na ciasto:
1/3 kostki masła / margaryny
3/4 szklanki mąki 
3/4 szklanki cukru - u mnie połowa



Jabłka, rabarbar obieram ze skóry, myję, kroję na równej wielkości kostkę.
Brzoskwinię kroję po umyciu n mniejsze kawałki.
Rozgrzewam patelnię, rozpuszczam masło, wrzucam na patelnię owoce, dodaję dwie łyżeczki cukru brązowego, cynamon i smażę do chwili aż wyraźnie zmienią kolor, zmniejszą objętość, zmiękną ( co jakiś czas mieszam).

W między czasie przygotowuję kruszonkę, podane składniki rozcieram w palcach.

Gotowe owoce po chwilowym przestudzeniu przekładam do szklanej formy, wyrównuję poziom, posypuję kruszonką. Wkładam do rozgrzanego piekarnika do 190 st na jakieś 30 minut.

Podaję na ciepło ;)
Faaajna wyszła, kwaśne owoce, słodka kruszonka, wszystko nieźle wyważone, do tego papryczka chilli wyczuwalna po chwili na języku....oj, dzieje się ;)











20 czerwca 2015

obłędnie pyszna ciecierzyca z piekarnika

Ha!
Żarłam aż mnie buźka bolała, taka dobra, fajnie przyprawiona, bo akurat dobrze ucelowałam ostrą paprykę...zdrowa....bo zamiast chipsów czy innego dziadostwa można pomaszkiecić właśnie TYM.
Przyprawy, ich ilość jak i różnorodność zależy już od Was, ja po raz pierwszy robiłam ciecierzycę w tej postaci, dlatego na pierwszy raz nie szalałam. Muszę się jednak pochwalić, bo idealnie dodałam ostrej papryki, była wyczuwalna dopiero po chwili....no i kmin rzymski, sól morska....dobrze się zgrały, nie powiem! Wprawdzie mój ON nie zachwycił się smakiem, bo to nie TO, bo co to tooo jest, ale czy mnie to interesuje ? Więcej dla mnie :D
Mam nadzieję, że spodoba się Wam moja propozycja, która umówmy się, nie jest nowością w kosmosie, aleee......ale jest warta spróbowania :)
Aaa, odnośnie samego przygotowania. Ciecierzycę moczyłam dzień wcześniej, wyszło jakieś dobre 
12-16 godzin, następnie ugotowałam z dwoma ząbkami czosnku, co zajęło mi kolejne 20 minut, no i potem najprzyjemniejsza część, przyprawianie i do piekarnika.



Przygotowanie: 20 minut pieczenia 
Koszt: 4 zł

Składniki:
pół opakowania ciecierzycy, czyli jakieś 250 g
2 łyżki oleju rzepakowego
sól morska
rozmaryn
kmin rzymski
szczypta ziół dalmatyńskich
szczypta ostrej mielonej papryki


Wcześniej namoczoną i ugotowaną ciecierzycę osuszam na durszlaku, po czym wrzucam do miski i łączę z olejem wymieszanym z przyprawami, bardzo dokładnie mieszam.
Tak przygotowaną rozkładam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, wkładam do piekarnika rozgrzanego do 200 st góra - dół na jakieś 20 minut.
Co jakiś czas mieszam ziarenka, żeby równo złapały kolor, wyjmuję je kiedy widzę, że złapały kolor. Po wyłączeniu piekarnika chwilę jeszcze je trzymałam, ale....wyjęłam po kilku minutach, bo zaczęły strzelać jak popcorn :D
Piekarnik do mycia................................................... ;D

Chyba tyle, jak macie jakieś pytania, piszcie ;) No i smacznego!!