18 marca 2013

żurek...nie tylko na święta

No i Kochani za chwilę święta, wiosna, nieustające słońce, a dla mnie zmiany, zmiany, zmiany...
W sumie to, nie mogę doczekać się tego wszystkiego po trochu. Aaaa, muszę się pochwalić moimi pierwszymi w życiu Pumami, nie wliczając butów do treningu oczywiście...wczoraj stanęłam przed ścianą. Moje kostki cudownie zanikają, wobec tego wszystkie moje buciory poszły w odstawkę, czekają na lepsze czasy, zaś to, co proponują salony obuwnicze nijak się nie sprawdza;p Jakiś koszmar!! Początkowo ubawiłam się podczas zakupów, mogłam być takaaa....wybredna;p Ale z upływem czasu...sami wiecie;/
Ratunkiem okazały się właśnie Pumy, pośmialiśmy się nieco, choć mąż uważa, że całkiem nieźle w nich wyglądam, suma sumarum buty są fajne, bo nie są typowymi adidasami, tak więc mogę z nimi trochę pokombinować;p Noooo...ale wracając do kuchni, zażyczył sobie mój mąż...żurek.
Zamarzyła mu się biała kiełbasa, wędzonka i jajeCko. No to jak tak ładnie prosił, to mu zrobiłam;)
W sumie za chwilę mamy święta, więc można śmiało zapodać sobie taki żurek i zjeść go ze smakiem. Zabrakło mi jedynie chrzanu, ale bez tego zupa też smakuje i to nie byle jak!
Na tą chwilę zastanawiam się co mogłabym przygotować dobrego na święta, na razie brak pomysłów,
a Wy macie jakieś swoje Top of the Top, które zawsze królują na Waszych stołach???


Przygotowanie: 60 minut
Koszt: około 25 zł

Składniki:
żurek - butelka (szklana)
około 10 małych ziemniaków
3 jajka
natka pietruszki
gruby plaster boczku wędzonego
1 biała surowa kiełbasa
4 ziarenka ziela angielskiego
3 liście laurowe
1 marchew
1 pietruszka
1 mały seler
4 ząbki czosnku
majeranek suszony
przyprawa do żurku
sól niskosodowa
pieprz czarny
pół łyżeczki smalcu własnej roboty


Ziemniaki obieram ze skóry, myję, kroję na kostkę, gotuję w lekko osolonej wodzie około 15 minut, odcedzam i odstawiam na bok.

Jajka gotuję na twardo, obieram, kroję na mniejsze kawałki, odkładam na bok.

Boczek i kiełbasę oraz włoszczyznę zalewam zimną wodą - jakieś pół garnka, dodaję do nich ziele i liść laurowy, doprowadzam do wrzenia, po tym czasie odliczam jakieś 40 minut, żeby wywar nabrał odpowiedniego smaku.
Po tym czasie wyławiam wszystko na chwilę, kroję warzywa jak i boczek z kiełbasą na mniejsze kawałki.
Włoszczyznę spowrotem wrzucam do garnka, zaś boczek i kiełbasę przesmażam na odrobinie smalcu, żeby złapały kolor i smak. Zarumienione ponownie wkładam do garnka, mieszam.
W tym momencie wlewam zakwas - podobno lepiej kupować te w szklanej butelce, bo zakwasu nie trzyma się w plastiku, a że nie posiadałam własnego, taki też kupiłam, bez konserwantów, polepszaczy smaku.
Mieszam wszystko dokładnie i gotuję całość jeszcze około 15 minut na małym ogniu.
Pod koniec gotowania dodaję rozgnieciony przez praskę czosnek, posiekaną natkę, przyprawy, ziemniaki, jajka oraz majeranek. Proporcje wedle gustu.

Żurek podaję z naturalną ciabattą.










***
Tak bye the way, moja rewelacja!! Może trochę wcześnie na pochwały, ale ja naprawdę jestem z tego produktu zadowolona! Stosuję go pod oczy, szyję oraz miejsca narażone na rozstępy i tam, gdzie już takowe posiadałam. 
Rozstępy, które już miałam faktycznie bledną zaś skóra pod oczami jest nawilżona, miękka, faktycznie odżywiona. Smaruję tym olejkiem również brzuch, żeby go uelastycznić, nawilżyć i zapobiegać ewentualnym rozstępom. 
Za 60 ml zapłaciłam 32 zł. 
Aha, olejek podczas smarowania daje efekt jakby rozgrzania, dobrze się wchłania, natłuszcza, no i jest bez konserwantów. Moje must have!
















15 marca 2013

ciasteczka maślane idealne na dziś...

Jak to się człowiek musi nałazić, ile pozałatwiać, no ale nie mówię, że bez przyjemności się obyło dzisiaj,
coś tam sobie upolowałam, mimo pokaźnego już bębenka;p Powinni zabronić wchodzić mi do sklepów - tej Pani nie obsługujemy, o! Niebawem będę sfokusowana na kimś innym i różnie może być z tym czasem, zakupami...dlatego trwaj chwilo;) W tym także kulinarna...Coś bym przegryzła, no bo jak nie jak tak?;p
Nie mam smaka na te wszystkie czekolady, ciacha, co to się w barku pałętają...Myślałam ostatnio o ciasteczkach maślanych, szukałam w swoich zapiskach jakiegoś niegłupiego przepisu, prostego rzecz jasna no i najważniejsze szybkiego, bo co jak co, ale ja nie lubię ślęczeć przy garach pół dnia;p No to szukałam tu i ówdzie, znalazłam wręcz banalny, więc jak ktoś nie lubi kombinować, a potrzebuje na przykład na cito jakiejś zagryzki, ten przepis idealnie się do tego nadaje. Sprawdzony, ręczę za niego głową...albo ustami, o;)

Przygotowanie: do 10 minut
Koszt: jeśli wszystko macie, to nic;p

Składniki:
150 g mąki tortowej
120 g masła
3 łyżki cukru pudru
odrobina przyprawy korzennej
kilka kropel aromatu waniliowego


Wszystkie składniki mieszam ze sobą dokładnie. Ciasto dosyć szybko się wyrabia, choć początkowo bałam się, że to będzie kruszonka....i miałam zonka przez chwilę;p Udało się jednak urobić kuleczkę.
Ja, dodatkowo włożyłam ciasto po wyrobieniu do lodówki na jakieś 15 minut, niby w pierwotnym przepisie nie ma o tym wzmianki, ale mnie ciasto wydało się za miękkie, no i nie chciałam dwa razy włączać piekarnika...
Na blachę wykładam papier, z ciasta formuję kuleczki nie za duże, ugniatam je następnie widelcem bądź nakłuwam nożem, jak kto woli, piekę w 180 stopniach z termoobiegiem jakieś niecałe 20 minut.


Wyszły obłędnie maślane, delikatne w smaku, lekko kruche, tak więc jak planujecie posiadówę z funfelą, polecam;)

P.s. W domu przepięknie pachnie ciasteczkami !!!!!!






dla smaku kilka ciastek ozdobiłam dżemem...)






...Ten, co ma najwięcej do roboty;p








12 marca 2013

zupa z kukurydzy? czemu nie ;)

Dobraaaa...jestem, znowu. Trochę się u mnie działo w ubiegłym tygodniu, szał ciał, ale zmiany są potrzebne, wręcz niezbędne powiedziałabym...;))) Blog poszedł w odstawkę, no bo nie da się ciągnąć kilku srok za ogon, ale co tam, mały off nikomu jeszcze nie zaszkodził. Zatem moi mili, jestem na ostatniej prostej, pozostaje teraz tylko odpoczywać i czekać na nowe...A póki co, jestem w kuchni....jeszcze.
Długo za mną chodziła ta zupa, bo długo się nad nią zastanawiałam...czy będę mieć na nią smaka czy nie? Zdecydowałam się, zrobiłam i wyszła ciekawa smaku, czyli coś co lubię, coś innego, zarazem prostego, możecie spróbować, jeśli to Wasza bajka;) Możecie też podać ją w formie kremu.
Zupa jest w miarę lekka, aromatyczna, polecam!

Przygotowanie: 45 minut
Koszt: kilka złotych (większość składników posiadałam)

Składniki:
2 puszki kukurydzy
1 por
2 marchewki
pietruszka
natka pietruszki
cebula czerwona
1 bułka
łyżka masła
łyżka oliwy
sól, pieprz
łyżeczka curry
szczypta papryki ostrej
500 ml bulionu warzywnego
2 łyżki śmietany 18%
ser żółty opcjonalnie
3-4 łyżki makaronu ryżowego opcjonalnie


Rozpoczynam od pokrojenia warzyw na mniejsze kawałki, kostki, jak kto woli.
Do garnka wlewam odrobinę oliwy, dodaję masło, rozpuszczam, dorzucam posiekaną cebulę, chwilę ją podsmażam, tak tylko żeby zeszklić. Następnie dokładam pora, marchew i pietruszkę, podsmażam,
po czym zalewam całość bulionem, gotuję wszystko około 20 minut.
Mniej więcej pod koniec gotowania dodaję makaron oraz odsączoną kukurydz, gotuję całość.
W między czasie hartuję śmietanę z odrobiną wywaru, odstawiam na bok, by później dolać to do zupy.

Bułkę z tak zwanego wczoraj kroję na kostkę, na odrobinie masła z oliwą podsmażam ją, będzie idealnym dodatkiem do zupy.

Natkę pietruszki siekam na drobno, odstawiam.

Ser, jeśli macie ochotę możecie dodać, ja tak zrobiłam, miałam jakąś resztkę w lodówce,
dosłownie kawałeczek starłam na tarce o dużych oczkach.

Najważniejsze, przyprawy dodaję na sam koniec, żeby nie straciły na aromacie.
Dzięki curry i papryce, zupa nie jest za słodka, jałowa w smaku. Posypuję natką zupę.











07 marca 2013

makaron ryżowy z dodatkami...czyli sałatkowo - kolorowo

Ranyy, trochę słońca zaświeciło a mnie już się nic nie chce, a powinno być na odwrót...marzy mi się leżakowanie na trawie, zimne napoje, twarz okraszona promieniami słońca...a tu niestety, owszem słońce jest, a raczej było, a po drodze tyle innych spraw na głowie, że głowa mała, a brzuch coraz większy;)
No i jeszcze te wieści, że znów zima do nas zmierza, ech...no, ale dobrze, niech się już kończy ten niby zimowy okres, bo ileż można? Ahaa, powiem Wam, że uczęszczam do szkoły rodzenia, ciekawość zwyciężyła, co to i jak to się je? Ameryki tam nie odkrywam, ale parę uwag zawsze zostaje w głowie i chyba dobrze;p Nie ma się co użalać nad sobą i bać na wyrost, nie ja pierwsza, nie ostatnia, a jak na razie naprawdę mam luźny stosunek do porodu, z resztą ja nie lubię patosu, zbędnego gadania, może dlatego jakoś tak normalnie podchodzę do sytuacji...a czas pokaże swoje, nie?;p
A kuchennie?...Wymyśliłam sobie sałatkę. Będąc na imprezie rodzinnej zajadałam się takową, migiem wypatrzyłam co się w niej znajduje i postanowiłam ją przygotować, ale oczywiście nie byłabym sobą, gdybym jej trochę nie zmodyfikowała, zwłaszcza ilość majonezu, bo ja zawsze jakoś tak mniej wolę,
no i kukurydzę dodałam...;)
Sałatka jest pyszna, szybka, idealna pod imprezę, najlepiej podawać lekko schłodzoną;)

Przygotowanie: około 20 minut
Koszt: 26 zł

Składniki:
makaron włoski Ricossa - ok dwie małe garście
kilka plasterków  Carpaccio z ziołami - 80 g (zamiast zwykłej szynki)
dymka
2-3 łyżki majonezu Kielecki
3 ząbki czosnku
mała czerwona cebula
pieprz biały do smaku
mała puszka kukurydzy Bonduelle 



Makaron gotuję w lekko osolonej wodzie.
Nie podałam Wam idealnej ilości makaronu, bo tak po prawdzie "nasypało mi się" mniej więcej dwie garście...Uważajcie z ilością, bo makaron ma to do siebie, że puchnie, więc żeby nie było, że za dużo wyszło jak na mała porcję sałatki. A ziarenek są miliony, sama się przekonałam;p
Gotuję go do miękkości, ale raczej na al dente, żeby Wam nie wyszła papa.
Odcedzam, odstawiam na bok do ostygnięcia.

Do miski wrzucam odsączoną kukurydzę, pokrojone na drobno carpaccio, posiekaną dymkę oraz cebulę, następnie dodaję makaron oraz majonez. Mieszam wszystko dokładnie, doprawiam do smaku pieprzem oraz wyciśniętym przez praskę czosnkiem.

E voila!




ten zawijas szczypiorkowy...w sumie nie wiem co mi z tego wyszło, byłam tak  zaabsorbowana  rozmową z Połówkiem,
że jak to położyłam, to targałam, że co to niby jest, ale fotka poszła, co mi tam ;D

***

A przy okazji coś tam sobie znowu kupiłam z mazideł, pokazuję, może któraś z Was też ma, lubi...ja lubię, ale nie wszystko;p
Zachwycona jestem lakierami Lovely - niezmiennie!! Bell może być, kolor piękny, ale szału z nakładaniem też nie ma, 
zaś ta seria z Golden Rose...pomimo, że mają krótkie i grube pędzelki kiepsko się rozprowadzają, koniecznie należy nałożyć dwie warstwy, zwłaszcza odcień nude ...a szkoda, bo GR uwielbiam, mają taką bogatą kolorystykę, wariacje, a tu mały klops;/ 
Lakier z Astora - kolor i konsystencja super, szybko się rozprowadza, dobrze schnie, 
czego chcieć więcej?





Błyszczyk Maybelline jak i szminkę oceniam na 4, o ile kolor szminki jak najbardziej mnie zadowala, tak jej trwałość już niekoniecznie, ale ok, szminka za 9 zł...wiedziałam co kupuję. Wracając do błyszczyku, fajne jest to, że można go utrwalić, dzięki czemu pozostaje na ustach kilka godzin, serio! No i mój ulubieniec CK, tym razem róŻowy;p
Uwielbiam tę serię, polecam gorąco! Aha, no i kredka biała do oczu Mon Ami Paris, koszt zaledwie 8 zł, miękka, nawet trwała, jest ok;)



Eyeliner z Golden Rose...i ćwiczymy nieustannie malowanie kreski, raz wyjdzie, trzy razy nie...ale jak mam na nią smaka,
to się mobilizuję i jadę z tym światem. polecam, rysik twardy, nie rozmazuje się tusz, no i koszt niewielki, jakieś 9 zł ,
o ile pamiętam.


Jeśli któraś z Was będzie zainteresowana lakierami, numerem serii czy coś, chętnie podam...nie będę się tym razem rozpisywać na ich temat;)

04 marca 2013

pulpety w sosie kalafiorowym i pęczak

Obudziło mnie słońce,ciepło, prawie jak latem...;)
Obowiązkowo wybrałam się na spacer, nie mogę doczekać się momentu, kiedy zdejmę kurtkę, buciory i
wskoczę w coś lekkiego...Zupełnie inaczej mija dzień, kiedy tak pięknie za oknem. Jestem tak rozleniwiona, że miałam problem z napisaniem posta;p
Noo, ale do rzeczy,  na obiad u mnie...pulpety w sosie kalafiorowym z odrobiną kaszy jęczmiennej pęczak
z rzodkiewką...kolorowo jednym słowem.

Przygotowanie: około 40 minut
Koszt:  12 zł (większość składników posiadałam)

Składniki:
500 g mięsa mielonego
1 czerwona cebula
koperek
natka
250 g mrożonego kalafiora
pieprz biały
szczypta soli
szczypta papryki słodkiej
2 widelce śmietany 18%
2 widelce mąki pszennej
2 woreczki kaszy pęczak
kilka kropel oliwy
jajko
2 łyżki bułki tartej
ok 500 ml bulionu warzywnego
4 główki rzodkiewki


Cebulę dzielę na dwie części, jedną z nich siekam po czym wymieszam z mięsem, drugą zaś dodam do sosu.
Podobnie postępuję z koperkiem, część przeznaczam do wymieszania z pęczakiem, część wymieszam z mięsem.

Do miski daję mięso, do niego dokładam posiekaną cebulę oraz koperek, dodaję pieprz, sól, paprykę, jajko oraz bułkę tartą. Mieszam wszystkie składniki, formuję z nich małe kulki, następnie smażę je na rozgrzanej oliwie, ale tylko do momentu aż złapią delikatnie kolor.

Do garnka wrzucam część posiekanej wcześniej cebuli, dodaję różyczki kalafiora, na to układam podsmażone kulki mięsne, zalewam całość bulionem warzywnym, gotuję na wolnym ogniu około 20 minut.

Mąkę oraz śmietanę mieszam ze sobą, żeby jednak nie zrobiła się jedna wielka krupa, podlewam je odrobiną sosu spod pulpetów, mieszam, odstawiam na chwilę.

Pod koniec gotowania dodaję do garnka natkę pietruszki, najważniejsze jednak, żeby na chwilę przed końcem gotowania dodać śmietanę z mąką, zagęścimy w ten sposób sos. Ja zawsze zmniejszam ogień, dodaję "zagęszczacz" mieszam dość energicznie, trzymam jeszcze kilka minut na gazie, żeby sos się lekko zredukował.

Pęczak gotuję około 15 minut w osolonej wodzie. Po odcedzeniu mieszam go z koperkiem oraz rzodkiewką.











01 marca 2013

grzanki z serem na smaka...

Nazbierało mi się trochę pieczywa i trzeba je jakoś zorganizować, żeby nie wyrzucać.
Pomysł przyszedł z Ugotowanych, jakiś czas temu migło mi jak Dziewczyna przygotowywała coś podobnego na przyjęcie, niestety nie wiem co dodała do grzanek poza serem, bo w domu było gwarno,
a szukać po necie mi się nie chciało. Z resztą gdzie frajda? Poza frajdą jest jeszcze to co posiadamy w lodówce w tak zwanym nadmiarze, czyli u mnie ser, jakaś szynka.
Myślę, że jest do dobry myk pod imprezę lub jako ciepły dodatek do zupy...może zapodam tak kromeczkę Połówkowi do pomidorowej?:)


Przygotowanie: 20 minut
Koszt:  3 zł (za chleb, wszystko inne posiadałam)

Składniki:
kilka kromek pieczywa białego
pół kostki sera żółtego
kilka plasterków wędliny
pół czerwonej cebuli
biały pieprz
oliwa z oliwek do smarowania pieczywa
kilka zielonych oliwek

Pieczywo smaruję odrobiną oliwy z oliwek, na nie nakładam starty na dużych oczkach ser, następnie posypuję kanapki wędliną pokrojoną w paski oraz rozdrobnioną cebulą, najlepiej w piórka.
Doprawiam pieprzem, dekoruję oliwkami.

Piekę kanapki w piekarniku około 13 minut z termoobiegiem w 180 stopniach.