22 czerwca 2013

mały konkurs Lalloli

Ahoy!

Zapraszam Was Kochani na mały konkurs.

Tak sobie pomyślałam popijając kawę, że byłoby fajnie zobaczyć coś swojego w innej,
może i ciekawszej odsłonie i wymyśliłam zabawę.
Mam nadzieję, że chętnie weźmiecie w niej udział, będąc tym samym inspiracją dla mnie;)

Otóż...zadaniem konkursowym będzie przygotowanie dania w oparciu o którąś z moich dotychczasowych propozycji kulinarnych.
Myk tkwi w kontrze, czyli na przykład: jeśli ja zrobiłam jakieś danie na słodko, 
Wy w oparciu o bazowe składniki przygotowujecie je na ostro. 

To nie ma być zupełnie inne danie, tylko ze składnikiem, który ZROBI RÓŻNICĘ.
Mile widziane składniki nietypowe, może nawet wyszukane, jak tam Wam wyobraźnia podpowiada;)

Zależy mi jednakże na tym , by Wasza propozycja nie była droga i nazbyt skomplikowana.
Myślę, że zadanie nie jest trudne i na pewno coś fajnego wymyślicie;)






Wasze propozycje kierujcie proszę na mojego maila: 
olalallola@gmail.com
Na zgłoszenia macie 14 dni.
W treści maila musi znajdować się przepis oraz zdjęcie Waszego autorstwa !
Pamiętajcie o podaniu Nazwy Bloga spod którego bierzecie udział.
Wysyłka upominku tylko na terenie Polski.
Wyniki opublikuję na blogu.

Dołączenie do Obserwatorów nie jest warunkiem koniecznym, aczkolwiek bardzo miłym akcentem, pod warunkiem, że zamierzacie zostać u mnie dłużej;)

Pod uwagę będzie brana kreatywność, estetyka i oczywiście szacunkowy koszt.

Nagrodą będzie coś od kuchni dla Zwycięscy oraz coś od maziaj dla Osoby Wyróżnionej ;)








Udanej Zabawy Życzę ;)


20 czerwca 2013

sałata z zieloną soczewicą w roli głównej

Dzień dobry !
Kolejny piękny, gorący dzień...miałam nie narzekać na ten żar i słowa dotrzymam, ale ale ale....sami wiecie;p
Tyle pomysłów w głowie, ale przez tak wysoką temperaturę, jedyne o czym marzę, to zimna woda w hektolitrach, sałaty i sorbety. W kuchni stać się nie chce, o nie...lubię gotować, ale bez przesady mi tu ;p
Dlatego...postanowiłam w tym gorącym okresie posiłkować się sałatami, mięsem na parze, nooo i.....czasem jakimś deserkiem, o czym pisałam Wam wczoraj, jako, że ogarniam się po porodzie, na złe mi te lekkie jadło nie wyjdzie, prawda?

Oczywiście sałata jest banalna, bez szaleństw, nie myślcie sobie, tyle, że wzbogaciłam ją zieloną soczewicą,  której akurat nie znałam, więc będąc na zakupach capłam ją do koszyka i od razu wypróbowałam.
W smaku bardzo dobra - ugotowałam ją tylko w lekko osolonej wodzie, bogata w witaminy, kwas foliowy, co mnie zaciekawiło, że wpływa ona na prawidłowy rozwój między innymi narządów płciowych...ale że jak???;p
Ogólnie same zalety, będę do niej wracać częściej;) No i możecie ją śmiało wykorzystać do grilla, zamiast kurczaka na sałacie, można dodać inne mięso ;)


Przygotowanie: 15 minut
Koszt: około 15 zł

Składniki:
kilka liści sałaty lodowej i cukrowej
2 ogórki małosolne
1 pomidor
garść zielonych oliwek
100 g soczewicy zielonej
sól morska
1 opakowanie sosu greckiego Knorr
1 dymka
pół kostki fety
1 pierś z kurczaka
zioła prowansalskie
pieprz czarny
łyżka oliwy do skropienia mięsa
natka pietruszki - pół pęczka


Sałatę myję, rozrywam liście na drobniejsze kawałki, układam na dwóch talerzach - jako bazę.
Natkę pietruszki siekam, posypuję nią sałatę.
Sos Knorra przygotowuję wedle opisu na opakowaniu (mieszam go z oliwą i wodą).
Gotowym sosem polewam liście sałaty.

W osobnej misce odkładam sobie pokrojonego w plastry ogórka, posiekaną dymkę, pomidora skrojonego na kawałki, oliwki.

W między czasie gotuję soczewicę w lekko osolonej wodzie.
Kurczaka gotuję na parze - około 12 minut, nie dłużej, wcześniej posoliłam go i popieprzyłam, a kiedy zaczął się gotować polałam go odrobiną oliwy i posypałam ziołami.

Kiedy soczewica jest już gotowa, odcedzam ją, czekam chwilę aż przestygnie i dodaję do miski.
Mieszam całość, po czym posypuję mieszanką sałatę.

Kurczaka kroję na mniejsze kawałki i posypuję nim sałatę, ser feta rozdrabniam w palcach i również dodaję go do sałaty.

Nie dosalam już sałatki, ponieważ ser i oliwki są dosyć wyraziste w smaku.


















19 czerwca 2013

śmietanowy deser z ciachem i truskawą ;)

Dobraa, na obiad dziś lajtowo, sałaty i te sprawy, ale na deser...musi być mały rarytas.
Oczywiście bez jakiś mega szaleństw, ot, trochę śmietany, truskawek i herbatników.
Jak zwykle proste i dobre, porcja niewielka, bo wiecie, ogarniam temat z wagą, co nie znaczy, że zamierzam się głodzić czy coś...trochę przyjemności nikomu nie zaszkodziła, zwłaszcza w taki upał ;p;p
Oczywiście, u mnie w kuchni bywa różnie, tu nie telewizja, że wszystko jest perfecto...
Poprosiłam Lubego o kupno śmietany 36%...niestety okazało się, ku mojemu zdziwieniu, że TAKICH
w ogóle nie ma, że 30-tka jest "najwyższą"....Tjaaa! ;*
Jak nie pójdę sama i nie kupię... ;p
No, cóż, a że nie miałam dzisiaj czasu na latanie po sklepach za śmietaną, musiałam użyć tej...średnio mi się ubiła, choć nie chciałam puchu tak po prawdzie, bałam się też, że od miksowania mi się zważy, do tego tu mi kot miauczy, bo na balkon chce wyjść, tu Mała jojoczy, tu ta śmietana się ubija, aaa, jeszcze aparat mi siadł, to znaczy bateria, meksyk !! ;D
Fidel w konsekwencji obraził się na mnie, tyle wiem ;)

Zapraszam Was zatem na odrobinę słodyczy ;)


Przygotowanie: 10 minut
Koszt: 10-12 zł

Składniki:
1/2 kg truskawek
mała śmietana 30 %
kilka herbatników maślanych i owsianych w czekoladzie
pieprz czarny
dwie łyżki octu balsamicznego
2 łyżki cukru pudru
szczypta kawy świeżo mielonej


Truskawki myję dokładnie, pozbywam się zielonej części, siekam na mniejsze kawałki.
Podlewam je odrobiną octu balsamicznego, pieprzę.

Ciasteczka siekam na drobno - ja użyłam tych zalegających w szafce, każdy ma jakieś niedobitki;)

Śmietanę ubijam na najwyższych obrotach jakieś 6-8 minut, pod koniec dodaję cukier puder, chwilę jeszcze ubijam.

Do kieliszków, miseczek, co tam macie...najpierw na dno daję ciasteczka - powiedzmy, że ich część, następnie dodaję truskawki, polewam to śmietaną, i znów robię przekładańca.
Wierzch posypuję zmieloną kawą.
Wkładam do lodówki na minimum 2-3 godziny.









18 czerwca 2013

truskawki z balsamico w sałacie ...

Hello ;)
Kolejny piękny dzień, kolejny dzień ćwiczeń za mną...choć kiedy od rana tak grzeje słońce nic się nie chce, prawda? ;p Człowiek najchętniej położyłby się na trawie i wyłączył baterię...
A co w kuchni?
Hmmm, teraz wszyscy szaleją na blogach z owocami różnej maści, co za tym idzie deserami w piankach lub bez...ja zaś i owszem, jadam owoce tonami, ale jakbym chciała to wszystko pokazać, musiałabym pisać posty kilka razy na dzień...pozostanę przy jednym, ewentualnie...jak i przy truskawkach, które mnie dziś uraczyły...powiedzmy, że na lunch, a co ;p

Ostatnio mam zajawkę na sałaty wymieszane z ogórkiem, rzodkiewką czy innym warzywem...jakoś tak im prościej tym lepiej...chyba organizm się domaga zielonego, zatem idąc tym tropem, przygotowałam dziś sałatę z dodatkami....a jakimi, sami zobaczcie ;)

Przygotowanie: około 20 minut
Koszt: 17 zł

Składniki:
1/2 kg truskawek
kilka liści sałaty lodowej
kilka liści sałaty masłowej
3 ogórki gruntowe
szczypiorek - połowa pęczka
papryka czerwona - średnia
papryczka chilli
kilka zielonych oliwek
4 łyżki octu balsamicznego z Modeny -  Kamis
pieprz czarny
sól morska

* jako dodatek - kawałek miruny oraz morszczuka ugotowanych na parze.


Liście sałaty myję, rozdrabniam rękoma na mniejsze kawałki.
Truskawki myję, kroję na pół.
Ogórki obieram ze skóry, myję, kroję po skosie na plastry, paprykę czerwoną i chilli również siekam na drobno.

W osobnej misce przygotowuję truskawki, czyli, polewam je octem, dodaję pieprz, mieszam dokładnie.

W drugiej misce mam już przygotowane liście sałaty, dodaję do nich ogórka, papryki, szczypior,oliwki,
jak również  truskawki. Dokładnie mieszam całość, na sam koniec dodaję sól.

Podawać lekko schłodzoną.
















17 czerwca 2013

spaghetti aglio e olio, czyli obiad jak u Ewy ...

Uff, jak gorąco !!
Nie narzekam jednak, nie, nie, lepsze to, niż ta zima pierońska;p
Jako, że lubię szybkie dania, nieskomplikowane, zwłaszcza teraz w taką pogodę - aż żal stać przy garach...więc tradycyjnie pokażę Wam coś prostego i nie zajmującego czasu.
Kiedyś ten makaron już zdaje się pokazywałam na blogu, nie pamiętam szczerze mówiąc, albo podobny...??
Ech, tak czy siak jadamy go od czasu do czasu z Moim pięknym...i nie wiem skąd mam ten "przepis", a żeby było śmieszniej natknęłam się na niego też w książce Ewy Chodakowskiej...no to znów go przygotowałam.
Akurat, danie prawie w 5 minut;p


Przygotowanie: max 15 minut
Koszt: 8 zł

Składniki:
makaron spaghetti na dwie osoby
( z pełnego ziarna)
5 ząbków czosnku
1 papryczka chilli
sól morska
pieprz czarny
natka pietruszki
zioła prowansalskie
oliwa z oliwek



Makaron gotuję w lekko osolonej wodzie na al dente.

W międzyczasie na rozgrzaną oliwę wrzucam posiekany czosnek oraz drobno pokrojoną papryczkę, oczywiście bez nasion, no chyba, że lubicie ogień, ja podziękowałam ;)
Podsmażam do momentu, aż czosnek lekko się zarumieni, uważajcie jednak żeby go nie spalić.

Odcedzony makaron wkładam na powrót do garnka, do niego wlewam oliwę z czosnkiem i papryczką, mieszam dokładnie, żeby oliwa oblepiła makaron. Do całości dodaję posiekaną natkę pietruszki, dosalam, dopieprzam (cóż za słownictwo ;p), posypuję ziołami ...i jem!!


Smacznego!!












...a dla ochłody kawa mrożona, tradycyjnie ;)



15 czerwca 2013

indyk pod sałatą i jabłko niby francuskie

Cześć wszystkim;)
Jak mija Wam weekend?
Mnie cudnie, zakupowo, spacerowo, kawowo, czegóż chcieć więcej?:D
Zrobiło nam się ciepło, nawet bardzo, to i w kuchni nie chce się siedzieć za bardzo, najchętniej położyłabym się na trawie, popijała jakiegoś pysznego drinka...odpoczywając w promieniach słońca;)
...Skoro tak ciepło, wręcz parno dzisiaj było, postanowiłam zjeść pyszną sałatę z delikatnym indykiem i pieczonymi ziemniakami, które na szczęście same się robiły ;p
Dziś post wygląda nieco inaczej, mam nadzieję, że Wam to nie przeszkadza...od czasu do czasu fajnie jest wprowadzić małą zmianę ;)

O ziemniakach Wam pisać nie będę, bo cóż to za filozofia je przygotować...Indyka zaś oprawiłam jedynie solą morską, pieprzem, ziołami prowansalskimi oraz oliwą. Tak zamarynowane smażyłam krótko (jedynie na oliwie, w której marynowało się mięso), żeby mięso nie było suche ani twarde - do uzyskania złotego koloru.

Sałatę wymieszałam z rzodkiewką, cukinią, dymką, winogronem ciemnym, ogórkiem gruntownym, ziarnami słonecznika i oliwkami zielonymi. Za dressing posłużył gotowiec z Knorra "sos włoski".
Do smaku odrobinkę posoliłam.

A na deser...?
Ciacho francuskie z jabłkiem, okraszone cynamonem i cukrem waniliowym;)











A niebawem, za chwil parę jakiś mały konkurs tutaj się szykuje, całkiem przyjemny myślę...;)


Miłego weekendu ;*