Brzmi wyszukanie, a to najzwyczajniej w świecie białe szparagi i makaron z nutą cytryny.
Makaron był podobnież tłoczony przez matryce z brązu, suszony powoli w niskiej temperaturze....takie oto nudle rodem z Włoch, o! Nieźle brzmi, co ?;p
Powiem Wam, że naprawdę nieźle ów makaron skomponował się z białymi szparagami, gdzie czuć było wyraźnie tymianek, oliwę z oliwek, posmak cytryny...dla mnie bosko!
Przepis na szparagi pochodzi z książki o diecie, co paleo się zwie, fajna, czytamy po trochu z Moim, coś tam sobie pod siebie bierzemy, ale tak dla smaku, zdrowia, bez szczególnej historii :)))
Mam nadzieję, że skusicie się na TE własnie szparagi, bo warto....sezon krótki, zaraz będą wspomnieniem.
Lecę, bo obowiązki tak zwane wzywają, a i szkoda dnia na siedzenie przy kompie ;)
Buziaki! Udanego weekendu!
Przygotowanie: około 40 minut
Koszt: 15 zł
Składniki:
pęczek białych szparagów
łyżka oliwy z oliwek - u mnie dwie
2 łyżeczki tymianku
szczypta kurkumy - ode mnie
+ makaron - opakowanie 250 g u mnie na 3 osoby
natka pietruszki, szczypior - ode mnie
Szparagi obieram, odcinam twarde końcówki, kroję na pół (nie jest to konieczne, ale ja użyłam akurat okrągłego naczynia), wkładam do naczynia żaroodpornego, okraszam je oliwą, tymiankiem i kurkumą. Dobrze mieszam, najlepiej dłońmi.
Wkładam do rozgrzanego piekarnika do 200 st najpierw na 10 minut, następnie zmniejszam temperaturę do 120 st i piekę kolejne 15 minut.
W między czasie gotuję makaron zgodnie z zaleceniem na opakowaniu, czyli całe 9 minut.
Odcedzam go i szybko łączę z dopiero co wyjętymi szparagami. Spod makaronu zostawiam trochę wody.
Mieszam wszystko razem, dodaję kilka pomidorów koktajlowych, sporo natki i szczypiorku, od razu podaję, niebo w gębie!
*** Można odrobinę posypać serem dojrzewającym Dziugas.
Może i danie Wam nie wygląda, ale wiecie co.....ważne, że smacznie, no i te zapachy!
15 maja 2015
13 maja 2015
chipsy z selera i sera dojrzewającego
Co? Ano TO.
Matko, banał, a jaki fajny, smaczny, inny, do sałaty może być jako dodatek, ot tak, do japy na raz, no może dwa...! Dla mnie odkrycie roku, no i.....oczywiście, człowiek, to jednak ciemny jest :D
Takie proste, a tak się na to nie wpadło jakoś. A wpadła na to jedna Pani...Adriana Marczewska.
Kto to? Ci co nie wiedzą, nie znają, jest szefem kuchni, ale też....współprowadzącą program kulinarny na Kuchnia + pt" Ślinotok". Prowadzi go razem z raperem, autorem tekstów....Vienio ów Pan się zwie.
Duet fantastyczny! Kupiłam ich od razu, jak ktoś nie widział, a jest ciekawy, odsyłam do programu.
No, ale nie o tym..........Przepis postanowiłam sobie przejąć szybciutko, nie ma na co czekać, przecież ;p CZA próbować! No i mnie wiele nie trzeba, robię....Zrobiłam na imprezę, do sałaty, dobrej podobno...no i TE chipsy miały zrobić WoW....i nie zrobiły, bo o nich zapomniałam.
Zapomniałam o nich na śmierć, nie podałam, nie powiedziałam Gospodyni....żeeee JE mam, że coś zrobiłam do sałaty, żeby podała, rozłożyła czy cuuuś!
Totalna zaćma na mózgu :D
Ja nie wiem o czym ja myślałam, chyba o MaĆkuuu, hahahahah - kto wie, ten wie o co CHOO :D Oczywiście na pakunek z nimi wpadła wspomniana już Gospodyni, Pani domu....ale PO imprezie, jak już hen hen za lasami byliśmy, wręcz przy domu....No i zonk. No to SE zjadła, bo co miała zrobić.
Smakowały podobnież. Ku rozpaczy wręcz Mojego bo sobie nie spróbował ...musiałam raz jeszcze je zrobić, a niech ma, co mi to :)))
Jaka puenta? Taka, że muszę sobie karteczki już nosić, powtarzać na głos jak coś robię, mam zrobić, starość nie radość najwyraźniej :D
Najważniejsze jednak jest to, że posiadówa bardzo się udała, okazało się, że mam drugie dziecko, syna...fajnie, bo odchowany już, mówi, audi nawet mi pokazywał takie jedno, ale kupić nie chce, więc nie wiem co to too ma być, matce nie kupi ?:D Dobraaaaa, chyba mam fazę, daję Wam przepis nie przepis na te chipsy.
*** Ja użyłam około połowy większego selera, ser zaś utarłam na oko, ma być go tylko na smak, na posypanie selera, on też zwiąże starte warzywo.
Przygotowanie: około 10 minut plus 15 pieczenie
Koszt: 12 zł
Składniki:
pół większego selera
ser twardy dojrzewający Dziugas - ilość wedle gustu - do posypania selera
szczypta oregano suszonego - ode mnie
Seler obieram, myję, ścieram na tarce o dużych oczkach, podobnie postępuję z serem.
Dla uzyskania okrągłej formy chipsów używam krążka do wycinania ciastek np.
Rozgrzewam piekarnik do 180 st z termoobiegiem.
Blachę wykładam papierem, kładę na nim krążek, jego wnętrze wypełniam selerem, nie za dużo, zróbcie to w miarę równo, wierzch selera posypcie serem i szczyptą oregano (jeśli chcecie).
I tak postępujecie do wykończenia składników.
Pieczemy chipsy jakieś 15 minut na górnej półce. Po wyciągnięciu daję im chwilę by jeszcze doszły, podaję do sałaty albo i nieeee ;)
Enjoy!
Matko, banał, a jaki fajny, smaczny, inny, do sałaty może być jako dodatek, ot tak, do japy na raz, no może dwa...! Dla mnie odkrycie roku, no i.....oczywiście, człowiek, to jednak ciemny jest :D
Takie proste, a tak się na to nie wpadło jakoś. A wpadła na to jedna Pani...Adriana Marczewska.
Kto to? Ci co nie wiedzą, nie znają, jest szefem kuchni, ale też....współprowadzącą program kulinarny na Kuchnia + pt" Ślinotok". Prowadzi go razem z raperem, autorem tekstów....Vienio ów Pan się zwie.
Duet fantastyczny! Kupiłam ich od razu, jak ktoś nie widział, a jest ciekawy, odsyłam do programu.
No, ale nie o tym..........Przepis postanowiłam sobie przejąć szybciutko, nie ma na co czekać, przecież ;p CZA próbować! No i mnie wiele nie trzeba, robię....Zrobiłam na imprezę, do sałaty, dobrej podobno...no i TE chipsy miały zrobić WoW....i nie zrobiły, bo o nich zapomniałam.
Zapomniałam o nich na śmierć, nie podałam, nie powiedziałam Gospodyni....żeeee JE mam, że coś zrobiłam do sałaty, żeby podała, rozłożyła czy cuuuś!
Totalna zaćma na mózgu :D
Ja nie wiem o czym ja myślałam, chyba o MaĆkuuu, hahahahah - kto wie, ten wie o co CHOO :D Oczywiście na pakunek z nimi wpadła wspomniana już Gospodyni, Pani domu....ale PO imprezie, jak już hen hen za lasami byliśmy, wręcz przy domu....No i zonk. No to SE zjadła, bo co miała zrobić.
Smakowały podobnież. Ku rozpaczy wręcz Mojego bo sobie nie spróbował ...musiałam raz jeszcze je zrobić, a niech ma, co mi to :)))
Jaka puenta? Taka, że muszę sobie karteczki już nosić, powtarzać na głos jak coś robię, mam zrobić, starość nie radość najwyraźniej :D
Najważniejsze jednak jest to, że posiadówa bardzo się udała, okazało się, że mam drugie dziecko, syna...fajnie, bo odchowany już, mówi, audi nawet mi pokazywał takie jedno, ale kupić nie chce, więc nie wiem co to too ma być, matce nie kupi ?:D Dobraaaaa, chyba mam fazę, daję Wam przepis nie przepis na te chipsy.
*** Ja użyłam około połowy większego selera, ser zaś utarłam na oko, ma być go tylko na smak, na posypanie selera, on też zwiąże starte warzywo.
Przygotowanie: około 10 minut plus 15 pieczenie
Koszt: 12 zł
Składniki:
pół większego selera
ser twardy dojrzewający Dziugas - ilość wedle gustu - do posypania selera
szczypta oregano suszonego - ode mnie
Seler obieram, myję, ścieram na tarce o dużych oczkach, podobnie postępuję z serem.
Dla uzyskania okrągłej formy chipsów używam krążka do wycinania ciastek np.
Rozgrzewam piekarnik do 180 st z termoobiegiem.
Blachę wykładam papierem, kładę na nim krążek, jego wnętrze wypełniam selerem, nie za dużo, zróbcie to w miarę równo, wierzch selera posypcie serem i szczyptą oregano (jeśli chcecie).
I tak postępujecie do wykończenia składników.
Pieczemy chipsy jakieś 15 minut na górnej półce. Po wyciągnięciu daję im chwilę by jeszcze doszły, podaję do sałaty albo i nieeee ;)
Enjoy!
11 maja 2015
pasta, smarowidło do chleba z białej fasoli z musztardą dijon
Jaram się wszelkimi pastami do chleba własnej roboty, nieważne jaka, z czego, te domowe są zwyczajnie najlepsze, nawet jeśli nie są jakieś wyszukane.
Na pastę z białej fasoli szykowałam się już jakiś czas, zwłaszcza po rozmowie z koleżanką Magdą....w szatni ukochanej, czyli przed treningiem :D Miał być smalec z ów fasoli, ale.....że sprawa przeciągnęła się w czasie, to powstała dziś....A że rano, że szybko, bo mamo, mamo to, tamto, to....i pasta musiała być na cito, bo w lodówce mej masła nie uraczysz, no chyba, że pod ciasto albo dla młodej takie swojskie, najlepsze...
No to fruu! Do malaksera z ów fasolą, dla dodania smaku, ostrości, musztarda dijon, zioła i tyle w temacie.
Nie ma dziś kombinowania ;p
Pomyślałam jednak PO zrobieniu smarowidła, że wiecie z czym byłoby też mega smaczne? Z pieczarkami i cebulką...przesmażonymi na odrobinie masła, zioła do tego i hoł hoł hoł, jestem w niebie!
Och! Następnym razem, oj....<3
A Wy, lubicie pastę z udziałem białej fasoli?? Nam posmakowała, no bo jakże by inaczej, zwłaszcza, że oboje wielbimy musztardę dijon. Jest wyrazista, wystarczy odrobina, a podnosi walory smakowe dressingów czy choćby past....na grilla też się przyda, zapewniam ;p
Przygotowanie: 10 minut
Koszt: puszka, tj 3-4 zł
Składniki:
puszka białej fasoli jaś
4 łyżeczki musztardy dijon Maille
kurkuma wedle uznania
sól morska, pieprz świeżo zmielony
świeży tymianek wedle uznania
natka pietruszki wedle uznania
sezam prażony - 3 łyżki
dymka dla ozdoby
Sezam prażę na suchej patelni, po uprażeniu na chwilę odstawiam, niech przestygnie.
Do misy malaksera wkładam poszczególne składniki, miksuję na jednolitą masę, doprawiam na sam koniec wedle uznania. Pamiętajcie, że musztarda dijon jest dosyć wyrazista w smaku, ostra przy tym.
Na pastę z białej fasoli szykowałam się już jakiś czas, zwłaszcza po rozmowie z koleżanką Magdą....w szatni ukochanej, czyli przed treningiem :D Miał być smalec z ów fasoli, ale.....że sprawa przeciągnęła się w czasie, to powstała dziś....A że rano, że szybko, bo mamo, mamo to, tamto, to....i pasta musiała być na cito, bo w lodówce mej masła nie uraczysz, no chyba, że pod ciasto albo dla młodej takie swojskie, najlepsze...
No to fruu! Do malaksera z ów fasolą, dla dodania smaku, ostrości, musztarda dijon, zioła i tyle w temacie.
Nie ma dziś kombinowania ;p
Pomyślałam jednak PO zrobieniu smarowidła, że wiecie z czym byłoby też mega smaczne? Z pieczarkami i cebulką...przesmażonymi na odrobinie masła, zioła do tego i hoł hoł hoł, jestem w niebie!
Och! Następnym razem, oj....<3
A Wy, lubicie pastę z udziałem białej fasoli?? Nam posmakowała, no bo jakże by inaczej, zwłaszcza, że oboje wielbimy musztardę dijon. Jest wyrazista, wystarczy odrobina, a podnosi walory smakowe dressingów czy choćby past....na grilla też się przyda, zapewniam ;p
Przygotowanie: 10 minut
Koszt: puszka, tj 3-4 zł
Składniki:
puszka białej fasoli jaś
4 łyżeczki musztardy dijon Maille
kurkuma wedle uznania
sól morska, pieprz świeżo zmielony
świeży tymianek wedle uznania
natka pietruszki wedle uznania
sezam prażony - 3 łyżki
dymka dla ozdoby
Sezam prażę na suchej patelni, po uprażeniu na chwilę odstawiam, niech przestygnie.
Do misy malaksera wkładam poszczególne składniki, miksuję na jednolitą masę, doprawiam na sam koniec wedle uznania. Pamiętajcie, że musztarda dijon jest dosyć wyrazista w smaku, ostra przy tym.
08 maja 2015
pieczony seler w ziołach w asyście marchewki i ziemniaka oraz wariacja na temat pesto
Oesuuuu, ale SE tytuł wymyśliła ;p
No trochę tak, ale cóż....przynajmniej jest fun ;)
Post niniejszy jest raczej propozycją na danie obiadowe, bo wiecie...nie zawsze da się sprecyzować proporcje, ja też tego bardzo nie lubię....No bo co znaczy szczypta? Odrobina? To wszystko jest podawane na oko, mniejsze bądź większe, ale zawsze. Może nie w przypadku ciast - na szczęście, bo bym... ....sialalala ;p
Dzisiaj miałam ochotę na pieczone warzywa, TAKIE, a nie inne. Zwłaszcza na selera, świeżych ziół teraz u mnie w sumie dostatek, więc nie można było wymarzyć sobie lepszego połączenia. Banał, wiem.
Co do wariacji na temat pesto, już piszę...Podobno nie powinno nazywać się pestem wszystkiego, co nie jest TYM właściwym, z bazylią, orzeszkami pini, parmezanem, etc....Tak przynajmniej głosi jeden z zacnych Kucharzy ....Cóż począć, nic ;p Dla mnie może się to nazywać jakkolwiek, ważne, że smakuje, za każdym razem inaczej i to jest właśnie cudowne!! Nie ma dwóch takich samych podejść choćby do wspomnianego pesta. Przygotowując je, nawet nie zastanawiałam się CO, CZY...po prostu, brałam do ręki poszczególne składniki i sobie mieszałam <3 wymiaszałam tak, że wyszło pikantnie, bez sera, z wyraźnie wyczuwalnym prażonym słonecznikiem, świeżą, jakże piękną bazylią.
Zamiast oliwy extra virgin dolałam oliwy z posmakiem ostrej papryczki, czad!
Warzywa zaś, by nie przesadzić z ferią smaków, okrasiłam jedynie solą morską, świeżo zmielonym pieprzem, oczywiście dodałam świeży rozmaryn i tymianek. Zapach w domu, fantastyczny!
To co, lecę z tak zwanym przepisem, może z Was się skusi, zachęcam ;)
Przygotowanie: około 60 minut
Koszt: wszystko posiadałam / około 20 zł
Składniki:
1 spory seler
1 marchewka
2 mniejsze ziemniaki
3-4 gałązki rozmarynu
"mniejsza garść" świeżego tymianku
sól morska
pieprz kolorowy świeżo zmielony
odrobina oleju rzepakowego do skropienia
PESTO:
dwie garście świeżej bazylii
mieszanka oliwy z oliwek z papryczką chilli
szczypta soli, pieprzu
2-3 ząbki czosnku polskiego
słonecznik łuskany prażony - wedle uznania
W malakserze miksuję wszystkie składniki na pesto, doprawiam na sam koniec.
Warzywa obieram, myję, kroję na kostkę, w miarę możliwości niech będą równe, wówczas będą piekły się równomiernie.
Na blachę wyłożoną papierem wykładam warzywa, okraszam je solą i pieprzem, posypuję ziołami.
Wkładam do rozgrzanego piekarnika na 200 st z termoobiegiem na około 40 minut.
W połowie pieczenia trochę je mieszam.
Pesto samo w sobie nie zachwyca kolorem, przez to że słonecznik jednak uprażony trochę koloru złapał, zapewniam jednak, że jest bardzo smaczne !:)
* Aaaa, jako dodatek dla TYCH co jednak muszą mieć kawałek mięsa, mogę zaproponować plasterki szynki parmeńskiej albo szwarcwaldzkiej zapieczone w piekarniku, lekko skręcone, wówczas powstanie coś na kształt chrupkich paluchów, pysznie !!!
No trochę tak, ale cóż....przynajmniej jest fun ;)
Post niniejszy jest raczej propozycją na danie obiadowe, bo wiecie...nie zawsze da się sprecyzować proporcje, ja też tego bardzo nie lubię....No bo co znaczy szczypta? Odrobina? To wszystko jest podawane na oko, mniejsze bądź większe, ale zawsze. Może nie w przypadku ciast - na szczęście, bo bym... ....sialalala ;p
Dzisiaj miałam ochotę na pieczone warzywa, TAKIE, a nie inne. Zwłaszcza na selera, świeżych ziół teraz u mnie w sumie dostatek, więc nie można było wymarzyć sobie lepszego połączenia. Banał, wiem.
Co do wariacji na temat pesto, już piszę...Podobno nie powinno nazywać się pestem wszystkiego, co nie jest TYM właściwym, z bazylią, orzeszkami pini, parmezanem, etc....Tak przynajmniej głosi jeden z zacnych Kucharzy ....Cóż począć, nic ;p Dla mnie może się to nazywać jakkolwiek, ważne, że smakuje, za każdym razem inaczej i to jest właśnie cudowne!! Nie ma dwóch takich samych podejść choćby do wspomnianego pesta. Przygotowując je, nawet nie zastanawiałam się CO, CZY...po prostu, brałam do ręki poszczególne składniki i sobie mieszałam <3 wymiaszałam tak, że wyszło pikantnie, bez sera, z wyraźnie wyczuwalnym prażonym słonecznikiem, świeżą, jakże piękną bazylią.
Zamiast oliwy extra virgin dolałam oliwy z posmakiem ostrej papryczki, czad!
Warzywa zaś, by nie przesadzić z ferią smaków, okrasiłam jedynie solą morską, świeżo zmielonym pieprzem, oczywiście dodałam świeży rozmaryn i tymianek. Zapach w domu, fantastyczny!
To co, lecę z tak zwanym przepisem, może z Was się skusi, zachęcam ;)
Przygotowanie: około 60 minut
Koszt: wszystko posiadałam / około 20 zł
Składniki:
1 spory seler
1 marchewka
2 mniejsze ziemniaki
3-4 gałązki rozmarynu
"mniejsza garść" świeżego tymianku
sól morska
pieprz kolorowy świeżo zmielony
odrobina oleju rzepakowego do skropienia
PESTO:
dwie garście świeżej bazylii
mieszanka oliwy z oliwek z papryczką chilli
szczypta soli, pieprzu
2-3 ząbki czosnku polskiego
słonecznik łuskany prażony - wedle uznania
W malakserze miksuję wszystkie składniki na pesto, doprawiam na sam koniec.
Warzywa obieram, myję, kroję na kostkę, w miarę możliwości niech będą równe, wówczas będą piekły się równomiernie.
Na blachę wyłożoną papierem wykładam warzywa, okraszam je solą i pieprzem, posypuję ziołami.
Wkładam do rozgrzanego piekarnika na 200 st z termoobiegiem na około 40 minut.
W połowie pieczenia trochę je mieszam.
Pesto samo w sobie nie zachwyca kolorem, przez to że słonecznik jednak uprażony trochę koloru złapał, zapewniam jednak, że jest bardzo smaczne !:)
* Aaaa, jako dodatek dla TYCH co jednak muszą mieć kawałek mięsa, mogę zaproponować plasterki szynki parmeńskiej albo szwarcwaldzkiej zapieczone w piekarniku, lekko skręcone, wówczas powstanie coś na kształt chrupkich paluchów, pysznie !!!
04 maja 2015
placki jaglane na śniadanie najlepsze
Też tak uważacie...? Ciepłe najlepsze? U mnie na pewno takie rozwiązania zdają egzamin, nie tylko pysznie, ale i długo człowiek czuję się najedzony. No i zawsze to jakaś odmiana dla jajecznicy, naleśników, kaszek, kasz, płatków i innych....
Na TE placki myk usłyszałam, zobaczyłam w tv, kuchnia + się kłania, program "ugotuj mi mamo".
Lubię czasem na niego rzucić okiem, choć jak to ostatnio stwierdziliśmy z Moim, zdarza się, że trąci już "sekciarstwem". Zgodzę się, że dziecku nie powinno podawać się cukrów, ogólnie słodyczy, a raczej tych złych słodkości typu cukierki, lizaki czy jakieś niby ciastka czy po prostu niezdrowego jedzenia, aleeee......ale też bez przesady ;p Czasem ta czekolada, chrupek czy inne są niezastąpione, budują nasze smaki, wspomnienia, późniejsze nawyki również, ale bez spróbowania tych jakże złych, nie możemy wyrażać opinii na temat tych dobrych i na odwrót.
Tak czy siak, przepis na placki jest ok, idealny na śniadanie. Jeśli lubicie kaszę jaglaną...;)))
Placki wyszły puszyste, lekkie, powiem nieskromnie, że moje wyglądają lepiej niż od Autorki, same w sobie są raczej bez wyraźnego smaku, za to z dodatkiem dżemu, miodu czy z posypką z kakao gorzkiego i cynamonem robią WoW...przynajmniej NAM. Śniadanie szybko uciekło z talerzy, zwłaszcza MOJEMU....był zachwycony smakiem, także chyba mogę Wam śmiało polecić wykorzystanie przepisu.
AAaaaaa, do placków wykorzystałam mąkę kokosową, ale jeśli jej nie posiadacie, myślę, że inna też posłuży. Z mąką tą jednak trzeba uważać, bardzo szybko chłonie płyny, dlatego ja podczas wyrabiania ciasta dodałam najpierw jedną łyżkę, dopiero po chwili drugą. Zaś do smażenia użyłam oleju kokosowego, nie zmienia posmaku, nie dominuje smakiem, a jednak jest gdzieś tam delikatnie wyczuwalny. Poza tym, jest świetną alternatywą dla tych wszystkich nam znanych, prawda ? Ja akurat używam go w kuchni od dłuższego czasu, często wykorzystuję do mięs, naleśników...jest sprawdzony.
Przygotowanie: około 30 minut
Koszt: wszystko miałam / kilkanaście złotych
Składniki:
3/4 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
3 łyżki wody
3 jaja eco
2 kopiaste łyżki mąki kokosowej
szczypta kurkumy
szczypta cynamonu do placków - ode mnie
olej kokosowy do smażenia
*** szczypta gorzkiego kakao, cynamonu i cukru pudru do posypania
Wszystkie składniki umieszczam w misie blendera, na początek, dodaję jedną łyżkę mąki kokosowej, po zmiksowaniu i sprawdzeniu konsystencji dodaję kolejną.
Rozgrzewam patelnię, najlepiej smażyć na teflonowej, wówczas smarujecie patelnie tłuszczem tylko raz, na początku, ale bez niej też wyjdą, wówczas musicie za każdym razem lekko pędzelkiem silikonowym posmarować olejem patelnię, wręcz tylko musnąć.
*** Ewentualnie smażycie na zwykłym oleju rzepakowym ;)
Łyżką nakładam porcje placków, po trzy maksymalnie na raz, smażę do chwili aż złapią lekko złoty kolor.
Gotowe, układam jeden na drugim, wówczas dłużej utrzymują ciepło. Posypuję mieszanką cukru pudru z kakao i cynamonem. Możesz też posmarować je dżemem ;)
Na TE placki myk usłyszałam, zobaczyłam w tv, kuchnia + się kłania, program "ugotuj mi mamo".
Lubię czasem na niego rzucić okiem, choć jak to ostatnio stwierdziliśmy z Moim, zdarza się, że trąci już "sekciarstwem". Zgodzę się, że dziecku nie powinno podawać się cukrów, ogólnie słodyczy, a raczej tych złych słodkości typu cukierki, lizaki czy jakieś niby ciastka czy po prostu niezdrowego jedzenia, aleeee......ale też bez przesady ;p Czasem ta czekolada, chrupek czy inne są niezastąpione, budują nasze smaki, wspomnienia, późniejsze nawyki również, ale bez spróbowania tych jakże złych, nie możemy wyrażać opinii na temat tych dobrych i na odwrót.
Tak czy siak, przepis na placki jest ok, idealny na śniadanie. Jeśli lubicie kaszę jaglaną...;)))
Placki wyszły puszyste, lekkie, powiem nieskromnie, że moje wyglądają lepiej niż od Autorki, same w sobie są raczej bez wyraźnego smaku, za to z dodatkiem dżemu, miodu czy z posypką z kakao gorzkiego i cynamonem robią WoW...przynajmniej NAM. Śniadanie szybko uciekło z talerzy, zwłaszcza MOJEMU....był zachwycony smakiem, także chyba mogę Wam śmiało polecić wykorzystanie przepisu.
AAaaaaa, do placków wykorzystałam mąkę kokosową, ale jeśli jej nie posiadacie, myślę, że inna też posłuży. Z mąką tą jednak trzeba uważać, bardzo szybko chłonie płyny, dlatego ja podczas wyrabiania ciasta dodałam najpierw jedną łyżkę, dopiero po chwili drugą. Zaś do smażenia użyłam oleju kokosowego, nie zmienia posmaku, nie dominuje smakiem, a jednak jest gdzieś tam delikatnie wyczuwalny. Poza tym, jest świetną alternatywą dla tych wszystkich nam znanych, prawda ? Ja akurat używam go w kuchni od dłuższego czasu, często wykorzystuję do mięs, naleśników...jest sprawdzony.
Przygotowanie: około 30 minut
Koszt: wszystko miałam / kilkanaście złotych
Składniki:
3/4 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
3 łyżki wody
3 jaja eco
2 kopiaste łyżki mąki kokosowej
szczypta kurkumy
szczypta cynamonu do placków - ode mnie
olej kokosowy do smażenia
*** szczypta gorzkiego kakao, cynamonu i cukru pudru do posypania
Wszystkie składniki umieszczam w misie blendera, na początek, dodaję jedną łyżkę mąki kokosowej, po zmiksowaniu i sprawdzeniu konsystencji dodaję kolejną.
Rozgrzewam patelnię, najlepiej smażyć na teflonowej, wówczas smarujecie patelnie tłuszczem tylko raz, na początku, ale bez niej też wyjdą, wówczas musicie za każdym razem lekko pędzelkiem silikonowym posmarować olejem patelnię, wręcz tylko musnąć.
*** Ewentualnie smażycie na zwykłym oleju rzepakowym ;)
Łyżką nakładam porcje placków, po trzy maksymalnie na raz, smażę do chwili aż złapią lekko złoty kolor.
Gotowe, układam jeden na drugim, wówczas dłużej utrzymują ciepło. Posypuję mieszanką cukru pudru z kakao i cynamonem. Możesz też posmarować je dżemem ;)
01 maja 2015
szybkie ciasto z rabarbarem i cynamonową kruszonką
Robię ciasto z rabarbarem, tak, tak, tak...!
Potrzebne ciasto na już, na sobotę w zasadzie, bo gościć się będę, CZA było coś zrobić, a nie kupować bele cooo! A że ja nie jestem do ciast aż taka najpierwsza, to zawsze jak już coś wybieram, to chcę, by były proste, smaczne i nieprzekombinowane, z kilkoma kremami, ciulstewkami i innymi....no bo wiecie....albo zgrabna D albo niebo w gębie ;p Poza tym TE ciasta już mi tak nie smakują jak kiedyś, za słodkie, po prostu. A z owocem zawsze to jakieś inne, lżejsze, nie ?? No i miałam kosmicznego smaka na ciacho z rabarberem! Jak go tylko zobaczyłam to cap ...ile wlazło do ręki ;) Zakupy uznałam za udane, zwłaszcza, że do ów ręki wpadło jeszcze kilka innych drobiazgów, także mamusia wróciła do domu bardzo szczęśliwa....no i jeszcze uwieńczyłam dzień treningiem, lubię tak.... ;)
A Wy jak tam się macie? Majówkowo czy domowo? Mam nadzieję, że odpoczywacie....tymczasem zostawiam Was z przepisem. Mój zaczerpnęłam od KLIK, wszystko wyszło jak trzeba, u mnie jedynie czas pieczenie nieco się przedłużył, o jakieś 10 minut...do testu suchego patyczka. Do tej propozycji dodałam też kruszonkę z innego przepisu z w/w strony, także dwie sroki.... ;p
Ciasto wyszło puszyste, lekkie, nie za słodkie (nie dałam też pełnej porcji cukru), ciepłe smakuje wybornieeee <3 Uprzedzam, ciasto nie jest FIT, bo trochę masło w nie poszło, ale od kawałka jeszcze nikt nie umarł...!
Przygotowanie: około 60 minut pieczenie + około 15 min pracy
Koszt: 4 zł rabarbar
Składniki:
kostka masła / 200 g
2 szklanki mąki pszennej / u mnie typ 450
około 0,5 kg rabarbaru
szklanka cukru / u mnie niecałe 3/4 trzcinowego
cukier wanilinowy + cukier z dodatkiem kardamonu i prawdziwej wanilii
( po kopiastej łyżeczce)
3 jaja eco
2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypt soli
cukier puder do posypania
KRUSZONKA:
pół kostki masła / u mnie niecała
szklanka mąki
szczypta soli
łyżka cukru wanilinowego
około 70 g cukru trzcinowego / u mnie dużo mniej
ODE MNIE cynamon, wedle uznania
Rabarbar obieram ze skórki, odcinam końcówki, myję i kroję na drobną kostkę.
Mąkę przesiewam, dodaję do niej proszek do pieczenia oraz szczyptę soli, mieszam.
Masło wyjmuję z lodówki na chwilę przed podejściem do ciasta, żeby było miękkie.
Masło miksuję z cukrem i cukrem wanilinowym oraz tym z kardamonem.
Dodaję do niego po jednym jajku, stopniowo....Na koniec dosypuję mąkę, miksuję całość na gładką masę.
Masa nie jest rzadka, raczej do WYŁOŻENIA niż przelania.
Składniki na kruszonkę rozcieram w palcach.
W między czasie włączyłam piekarnik na 180 stopni, środkowa półka.
Do powstałej masy dodałam niepełną garść rabarbaru, przełożyłam masę do formy wyłożonej papierem do pieczenia, wyrównałam ciasto. Na wierzchu rozłożyłam tyle rabarbaru, by samo ciasto nie siadło od jego ciężaru (to co zostało, będzie na zaś). Wierzch ciasta posypałam kruszonką.
Ciasto pieczemy około 40 minut. U MNIE nieco dłużej, do suchego patyczka jak już wspomniałam wcześniej, także sprawdzajcie po 35-tej minucie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















































